niedziela, 13 marca 2016

Malta od kuchni

  Tydzień temu wróciłam ze wspaniałej wyspy zwanej Maltą. Ich kuchnia różni się od naszej, więc postanowiłam zebrać materiały w postaci zdjęć, aby pokazać zainteresowanym jak jedzą Maltańczycy. Z góry uprzedzę, że jakość zdjęć nie będzie najlepsza, gdyż część z nich została zrobiona telefonem, a ponad to nie było warunków, żeby dużo czasu poświęcać na fotografowanie jedzenia. Dodam, że żywność, którą teraz tu zamieszczę niekoniecznie należała do dietetycznej, bo na czas wyjazdu wyzbyłam się mojego czasem natrętnego już analizowania składu produktów :)


Zacznę od mojego ulubionego pastizzi - wypieku z ciasta francuskiego z farszem (najczęściej na wytrawnie, głównie na bazie sera ricotta i zielonego groszku, miałam przyjemność spróbować również pastizzi z kurczakiem). Te przepyszne wypieki możemy kupić jedynie w specjalnych sklepikach zwanych Pastizzeriami, gdzie obok nich często leżą inne przekąski takie jak pizza, tortilla czy apple pie. 










Kinnie - lokalny napój stworzony na bazie pomarańczy i ziół. Smak ma specyficzny, niestety za bardzo nie przypadł mi do gustu.


Soki na Malcie były przepyszne - szczególnie sok pomarańczowy, ale to pewnie dlatego, że pomarańcze mają tam idealne warunki do uprawy, a nic nie smakuje lepiej niż świeże i naturalne owoce. Soków jest tam mnóstwo i to o różnych, niespotykanych w Polsce wariantach smakowych. Bardzo posmakował mi soczek truskawkowy oraz napój o smaku ananasa i kokosa.


























Lokalne piwo - Cisk. Koneserem nie jestem: piwo jak piwo :). Zazwyczaj jest odwrotnie, ale to podane w barze smakowało lepiej niż butelkowe.



Maltańczycy często jedzą fenka, czyli królika. Miałam straszne opory przed spróbowaniem tego mięsa, gdyż mam nieprzyjemne doświadczenia z dzieciństwa, ale jak znajomi zamówili potrawy z fenkiem, to postanowiłam, że się przemogę i spróbuję chociaż kęsa, aby cokolwiek Wam tu o nim napisać. Mięso ładnie od siebie odchodzi  - koniec zalet. Ogólnie jest niesmaczne, wydzielające nieprzyjemną woń. Znajomi mówili, że trochę żylaste ze sporą ilością chrząstek. Nigdy więcej biednego fenka!



Skoro jesteśmy przy niesmacznych rzeczach, to ośmiornica i mule również mnie nie zachwyciły. Żylaste to i niedobre. Po prostu. Niestety owoce morza nie są moimi smakami, ale koleżanka, która je lubi, powiedziała, że te potrawy zostały przyrządzone znakomicie. 

Ośmiornica


Małża i krewetka

Ośmiornica przed obróbką:


Na Gozo koniecznie chcieliśmy skosztować ryby, celem była popularna lampuka, niestety nie udało nam się znaleźć restauracji, która by ją serwowała - może dlatego, że od 13 do 16 maltańczycy urządzają sobie siestę i sporo lokali jest pozamykanych. Zadowoliliśmy się innymi rybami, które mieliśmy przyjemność zobaczyć przed przyrządzeniem:



Wygląd po przyrządzeniu może nie jest powalający, ale w smaku były smaczne - chociaż spodziewałam się czegoś lepszego. 




W restauracji dostaliśmy przystawki w postaci grzanek z pomidorami i oliwą oraz z ich lokalnym, własnoręcznie robionym serem. Wygląda to strasznie niepozornie, ale uwierzcie mi, że te kanapeczki okazały się genialne i przepyszne. Pokochałam Maltę m.in przez uczynność i serdeczność mieszkańców, gdy koleżanka powiedziała kelnerce, że przystawka jest pyszna, to już po kilku minutach dostaliśmy kilka sztuk grzanek w gratisie. O ich uprzejmości mogłabym tu jeszcze trochę napisać, ale jest to post dotyczący maltańskiej kuchni, więc wracam do konkretów. 




W innej restauracji zamówiłam sobie '' Mum's special pasta '' z sosem pomidorowym, maltańską kiełbaską i lokalnym serem. Niestety trochę zawiodłam się na tej potrawie, gdyż sosem pomidorowym najprawdopodobniej okazał się zwykły koncentrat, a do tego tej całej kiełbaski i sera było tyle, co kot napłakał. 


Teraz coś na słodko: ciasteczka mqaret - smażone na głębokim tłuszczu z nadzieniem na bazie daktyli. Były całkiem ok, ale też bez szału.




Po przylocie na Maltę wszyscy byliśmy głodni, w niedzielę o 1 w nocy udało nam się znaleźć jakiś jeden otwarty kebab, więc dla porównania z naszym polskim postanowiłam skosztować kebaba w tortilli. Ku mojemu zdziwieniu okazał się smaczniejszy niż niejeden kebab w Polsce. Składniki idealnie wyważone, w środku sporo warzyw. Jakość kebabu sporo lepsza niż u nas! Jedyny mały zarzut do mięsa, bo chyba trafiliśmy na odrobinę surową jego część.


Na koniec kilka zdjęć z ulic Malty

Uradowana byłam, gdy zobaczyłam pierwsze drzewko pomarańczowe,
oczywiście nie omieszkałam skosztować świeżego owocu-
niestety okazał się  niedojrzały i kwaśny. 

Owoce i warzywa na Malcie możemy kupić właśnie w takich mobilnych ciężarówkach,
które przemieszczają się po wyspie. 

Lokalne produkty na targu w Marsaxlokk: 






Podsumowując, stricte maltańskie przysmaki tj. królik czy ośmiornica nie okazały się pyszne, może jest to kwestia gustu i preferencji, więc nie będę tutaj generalizować. Pastizzi, pomidorowe grzanki, lokalny ser oraz świeże owoce i soki skradły moje serce. Każdy znajdzie tam coś dla siebie. Nie byłabym sobą, gdybym nie napisała, że pod względem wartości odżywczych Maltańczycy jedzą zdrowiej niż my, gdyż ich dieta bogata jest w ryby i owoce morza, które są bardzo dobrym źródłem kwasów omega 3 i pełnowartościowego białka.





1 komentarz: