środa, 12 kwietnia 2017

Kakao i czekolada - właściwości

To tak z okazji dzisiejszego dnia czekolady :) Cobyście z uśmiechem jedli ten smakołyk, bez myślenia o zbędnych kilogramach. Jeżeli chce się czerpać z czekolady najwięcej, to trzeba umiejętnie dokonać właściwego wyboru będąc na zakupach w sklepie. Najlepsze czekolady, to te które mają największą zawartość kakao - ja w swoim sklepie dorwałam taką, która ma 99% i jest wspaaaaniała :) Jest też jeszcze inna alternatywa... surowe ziarna kakao. Opcja najlepsza z najlepszych! Ziarna są produktem nieprzetworzonym, zawierającym najwięcej przeciwutleniaczy i dobrodziejstw. Jeżeli zdecydujecie się na zakup takich ziaren, to muszę Was uprzedzić, że w smaku są one specyficzne, mają posmak lekko metaliczny jak dla mnie, ale jak dodaję do owsianki czy na inny ciepły wyrób, to smakują całkiem dobrze (wszystko jest kwestią gustu i upodobań smakowych). Generalnie zachęcam do wypróowania! Oczywiście, skrajności w każdą stronę są złe, dlatego też nie zadręczajcie się zjedzoną porcją mega słodkiej, Waszej ulubionej czekolady. Wszystko jest dla ludzi. 
Wróciwszy do właściwości, natknęłam się na ciekawy artykuł wyjaśniający dlaczego kakao poprawia humor? Należy zacząć od tego, że jest źródłem polifenoli: flawonoidów, katechin, kwasu chlorogenowego, amin biogennych, pierwiastków i innych związków biologicznie aktywnych, do których należy m.in anandamid, będący neuroprzekaźnikiem z grupy psychoaktywnych kannabinoidów. Wydziela się podczas snu, relaksu, wysiłku fizycznego i odpowiada za uczucie euforii i szczęśliwości :). Kolejnym związkiem jest fenyloetyloamina, którą z jednej strony podejrzewa się o wywoływanie bólu migrenowego, a z drugiej o poprawę nastroju i pobudzenie - również jest neuroprzekaźnikiem wydzielającym się wraz z endorfinami podczas wysiłku fizycznego. Znowu zaznacza się tutaj istotną kwestię dawki - za dużo anandamidu i fenyloetyloaminy może powodować pogorszenie się formy psychicznej. Kakao poprawia humor, bo podobnie jak daktyle jest źródłem tryptofanu - aminokwasu niezbędnego do wydzielania hormonu szczęścia. Obecność wyżej wymienionych związków stwierdza się u osób szczęśliwie zakochanych. Flawonoidy zawarte w kakao korzystnie wpływają na układ sercowo-naczyniowy oraz krwionośny (magnez poprawia pracę serca, wzmacnia jego siłę). Z pierwiastków znajdziemy w nim również: żelazo, chrom, wapń. 
Reasumując, kakao najlepiej wpływa na: 
- koncentrację
- poprawę nastroju, redukcję stresu i wyczerpania psychicznego, fizycznego
- pobudzenie
- ochronę przed wolnymi rodnikami
- układ krążenia i serce

Tutaj zamieszczam źródła, z których m.in korzystałam, zachęcam do uzupełnienia wiedzy:

1.Kobus-Cisowska J., i wsp., Evaluation of the antioxidant activity of cocoa samples available on the market, Probl Hig Epidemiol 2014, 95(1): 138-142. --> http://www.phie.pl/pdf/phe-2014/phe-2014-1-138.pdf
2.Kwolek G. i wsp., Infl uence of anandamide, the endogenous agonist of cannabinoid receptors on the circulatory system, Postepy Hig Med Dosw. (online), 2005; 59: 208-218
3. Patelska M., Nebesny E., Właściwości odżywcze i aspekty prozdrowotne czekolady, Zeszyty naukowe, Chemia spożywacza i Biotechnologia, 2003. 
4. file:///C:/Users/ASUS/Downloads/articles20170412191125_66738.pdf


    niedziela, 12 marca 2017

    Ciasto kokosowo-ryżowe | bezglutenu



    Podobno wyszło pyszne. Sama spróbowałam tylko kawałek na ciepło, reszta się rozeszła w mgnieniu oka, także chyba niedługo zrobię jakąś powtórkę z rozrywki.  Ciacho dobre dla wszystkich zdrowych i tych z nietolerancją lub alergią na gluten. Nie rozwala się, nie kruszy, nie zawiera dodatku czystej sacharozy, można jeść je jako batoniki, zapakować do lunch boxa, dać Waszym bliskim jako mały gest. Proste w przygotowaniu, szybkie i smaczne - czyli tak jak Ziarnista lubi najbardziej. 

    Składniki:

    • 5 łyżek mąki kokosowej
    • 4 łyżki mąki ryżowej
    • 1 jajko
    • 6 łyżek substancji słodzącej (1 łyżka melasy trzcinowej, 5 łyżek erytrolu/ksylitolu)
    • 150 ml jogurtu naturalnego 
    • 1 szklanka wody gazowanej - dla uzyskania odpowiedniej konsystencji, gdyż mąka kokosowa chłonie bardzo dużo płynów. Wodę można zastąpić mlekiem.
    • 3 łyżki rozpuszczonego w kąpieli wodnej oleju kokosowego 
    • 1 spory, dojrzały banan 
    • 1/3 łyżeczki cynamonu
    • sezam i siemię lniane do posypania wierzchu ciasta 


    Przygotowanie:
    • Nie ma tutaj zabawy z oddzielnym miksowaniem jaj z cukrem, suchych i mokrych składników i tak dalej, i tak dalej. Prosto i szybko wystarczy wymieszać wszystkie produkty (jedyny mankament, to rozdrobnienie banana, co można łatwo wykonać już w garnku ze składnikami poprzez rozgniecienie go widelcem lub łyżką), wylać całość do keksówki, posypać sezamem i lnem. Piec 30 minut w 180 stopniach. 

    środa, 22 lutego 2017

    Pieczone pączki orkiszowe


    Co roku zbierałam się do przygotowania własnych pączków i co roku splot różnych wydarzeń sprawiał, że pomysł nie wychodził, ale teraz nie dałam za wygraną i już dzisiaj, aby Was trochę zachęcić do kucharzenia, postanowiłam zamieścić przepis. Jest to idealna alternatywa pączków dla osób dbających o linię, stroniących od smażenia. Zamiana mąki pszennej na orkiszową sprawia, że pączusie mają więcej wartości odżywczych tj. więcej błonnika, więcej witamin z grupy B, białka, selenu, cynku. 


    Składniki na 18 pączków:
    - 4 szklanki mąki orkiszowej 
    - 200 ml mleka 2% tł.
    - 50 g drożdży (pół kostki)
    - 60 g tłuszczu (wymieszałam pół na pół olej kokosowy i masło 82% tł.)
    - 2 jajka
     - 3/4 szklanki substancji słodzącej (u mnie ponad połowa szklanki cukru trzcinowego i 4 łyżki melasy z trzciny cukrowej - nadaje ona brązowej barwy ciastu, co fajnie imituje brązową barwę pączków. Można użyć ksylitolu lub erytrolu).
    - płaska łyżeczka cynamonu i 1/3 łyżeczki soli himalajskiej
    - 18 łyżek dżemu, budyniu, karmelu, powideł - tutaj macie dowolność :) Ja użyłam dżemu porzeczkowego i trochę roztopionych krówek. 
    - Składniki do ozdobienia: u mnie cukier puder (aby zachować jednak odrobinę tradycyjności :)), roztopiona gorzka czekolada, pokruszone jej kawałki, posiekana krówka karmelowa i sezam. Oczywiście Wy możecie dać ponieść się fantazji i ozdobić wedle upodobań. 

    Przygotowanie:
    - Należy zacząć od przygotowania rozczynu poprzez rozpuszczenie drożdży z dodatkiem cukru w ciepłym (nie gorącym) mleku. Odstawić rozczyn na 10 minut w ciepłe miejsce, aby go aktywować.
    - Po tym czasie rozczyn powinien delikatnie wyrosnąć, należy wymieszać go z pozostałymi składnikami (mąką, tłuszczem w temperaturze pokojowej, jajkami, substancją słodzącą, cynamonem, solą himalajską) i ugnieść ciasto - ok. 10 minut, aby wszystkie składniki się dobrze połączyły, a ciasto było zwarte. 
    - Odstawić ciasto na godzinę do wyrośnięcia.
    - Teraz można podzielić ciasto na kilka części, delikatnie rozwałkować (ciasto powinno mieć ok. 1 cm) i wycinać okręgi o dość dużej średnicy, nadziewać farszem, zlepiać brzegi. Druga opcja, którą ja uskuteczniłam, to po prostu odrywanie niewielkich ilości ciasta, formowanie okręgów takich jak na zdjęciu obok, nadziewanie farszem i również zlepianie brzegów. 
    - Tak przygotowane pączki należy piec przez 20 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni, a kolejno przyozdobić :)





    Smacznego!

    czwartek, 2 lutego 2017

    Ciasto fasolowo-kokosowe





    I
    dealna alternatywa słodyczy dla osób dbających o zdrowie. Ciasto wysokobiałkowe, gdyż przeważającym składnikiem jest fasola, aromatyczne i słodkie. Po prostu uwielbiam takie nieinwazyjne słodkości! Moja próba do muffinek z fasoli czerwonej zakończyła się klęską, ale postanowiłam spróbować trochę innej wersji, którą teraz uważam za udaną, więc i Wy się nie poddawajcie jak Wam coś raz nie wyszło i pamiętajcie, że do trzech razy sztuka. Czytajcie poniższą listę składników i biegnijcie do sklepu! :):



    Składniki:

    • 300 g ugotowanej fasoli białej (jeżeli wybieracie wersję mniej zdrową i szybszą - można użyć fasoli z jednej puszki)
    • 2 jajka
    • 5 łyżek wiórek kokosowych
    • 4 łyżki mąki kokosowej
    • Coś do posłodzenia: łącznie 7 łyżek: 4 łyżki ksylitolu, 3 łyżki melasy (melasa sprawia, że ciasto jest ciemniejsze, bardziej karmelowe) - można użyć tylko jednej substancji słodzącej, bądź dowolnie je modyfikować: melasę zastąpić miodem, skorzystać z samego ksylitolu, zamienić go na erytrol - jak wolicie! :)
    • 3/4 szklanki mleka - użyłam krowiego, ale jeżeli ktoś z Was cierpi na nietolerancję laktozy, może zmienić na mleko kokosowe
    • 3 łyżki oleju kokosowego
    • 1/2 łyżeczki sody i 1/2 łyżeczki cynamonu
    • Na wierzch opcjonalnie: sezam, żurawina, słonecznik, kilka kostek posiekanej czekolady

    Przygotowanie:
     Zmiksować fasolę z jajkami i olejem, kolejno dodać pozostałe składniki, wymieszać i  wyłożyć do blaszki (może być to keksówka/blaszka średniej wielkości np. ok. 25x20 cm/forma na tartę). Wierzch posypać dodatkami i piec ciasto przez 30 minut w 170 stopniach. Voila! 





    Informacje dla alergików:
    * Ciasto nie zawiera glutenu
    * Zamiana mleka krowiego na kokosowe sprawi, że będzie to również ciasto bezlaktozowe 

    czwartek, 5 stycznia 2017

    Gran Canaria od kuchni

    Wiem, że już początek stycznia i trochę odwlekałam dodanie wpisu, ale pomijając ten fakt stwierdzam, że podróże listopadową porą na ciepłe wyspy nie są takie złe. Tym razem wywiało mnie na Gran Canarię - jedną z Wysp Kanaryjskich. Troszkę witaminy D przyswoiłam, odpoczęłam, błogo się poleniłam i całkowicie odcięłam od wszystkich obowiązków, które mam w Polsce (a ostatnio mam ich naprawdę sporo, więc masz babo placek, teraz ogarniaj życie). Nie będę pisała o doznaniach turystycznych, tylko kulinarnych, ale jeżeli ktoś z Was rozważa podróż na Wyspy, chciałby o coś zapytać, to zapraszam do kontaktu. 


    Zdjęcia w większości robione telefonem, bo nie było warunków na wyjmowanie aparatu i świrowanie z aranżacją, ale mam nadzieję, że to wystarczy: 

    Mój mały raj - mieć drzewko pomarańczowe pod domem. Dla nich, to tak jak dla nas jabłoń, więc generalnie nie ma czym się tak bardzo zachwycać... jednak ja zazdroszczę! :D

    Tu z kolei drzewko oliwkowe - na targowiskach często można spotkać świeże oliwki na wagę, jednak z tego co wyczytałam nie warto jeść ich na surowo, są bardzo gorzkie. Najlepiej jeść je po odpowiedniej obróbce technologicznej. 



    Krzaczki z rozmarynem w losowych miejscach, why not? :) 


    Papas arrugadas con mojo rojo - ziemniaczki w mundurkach w soli morskiej z dodatkiem sosu na bazie papryki (mojo rojo, to wersja pikantnego, lekko ostrego sosu). Serwuje się to w prawie każdym lokalnym barze, punkcie gastronomicznym i nawet w sklepie. Całkiem dobre, ale to tylko ziemniaki z sosem - przydałby się nieco bardziej treściwy dodatek. 



    Tuńczyk - co kto lubi, ale szału nie było, choć wygląda mega apetycznie. To akurat nie mój obiad, ale spróbowałam - w subiektywnej mojej ocenie rybka plasuje się na niskiej pozycji. Kupiłam tuńczyka z puszki do Polski i ku mojemu zdziwieniu, tak jak nie lubię wszelkich potraw z tuńczykiem, tak tamtą puszkę mogłabym zjeść z samym chlebkiem. 


    PRZE-PY-SZNA sola! Nic dodać, nic ująć


    Raz zamówiłam sobie rybkę, która niestety była mrożona (kelner bez zawahania powiedział jak wygląda sprawa, nic nie ukrywał, nie kombinował, ale się uparłam i zamówiłam). Dobra, treściwa rybka.


    A do obiadku przepyszne koktajle. Mój oczywiście z zieleniną, a konkretniej ze szpinakiem, brokułem, mango, ananasem. Każdego smaku próbowałam i każdy był wspaniały. Owocowe produkty mają naprawdę obłędne.




    Z drzewka mandarynkowego! 


    Awokado - ciężko mi coś o nim napisać, gdyż samo w sobie nie jest intensywne w smaku, ale wersja kanaryjska bardzo dobra, bardziej wyrazista. 

    Karambole - w smaku jak połączenie śliwki z winogronem. Wersja dojrzała jest przepyszna, po przekrojeniu owoc ma kształt uroczych gwiazdek. W supermarketach niejednokrotnie widziałam karambolę za kilka złotych, wiec jak upolujecie jakąś promocję, to polecam spróbować (karamboli nie powinny spożywać osoby z chorymi nerkami, gdyż metabolity jej rozpadu mogą gromadzić się w narządzie, powodując nawet zagrożenie życia, ponadto zawiera sporo szczawianów). 


    Smoczy owoc - Pitahaya. Nie jest to owoc uprawiany na Wyspach Kanaryjskich, ale ogólnodostępny na prawie każdym bazarze. Wygląda ładniej niż smakuje. Taki ładny, a taki mdły i w zasadzie bez smaku. Ale do dekoracji jak znalazł:






    Banany mają małe, ale smaczne. Lepsze spotkałam na Malcie, ale te plasują się na drugim miejscu. Żałuję, że nie miałam okazji pozrywać bananów na kanaryjskiej plantacji :( 



    No bez porównania lepszy niż w Polsce!




    A to są owoce kaktusa. Te ze zdjęcia w smaku były średnie, mało wyraziste, ale wersja czerwonych owoców na plus - orzeźwiające, lekko cierpkie, ale zarazem słodkie.


    Churros - typowy, hiszpański przysmak. Zazwyczaj jada się go z czekoladą, ale tutaj zamówiliśmy wersję na wynos, bez dodatków. Przygotowywane są z pszennego ciasta, smażone na głębokim tłuszczu - w smaku nieco podobne do naszych pączków. 

    Kawa cortado ze słodzonym, skondensowanym mlekiem. Takie proste połączenie, a całkowicie zmienia smak kawy. Posmakowało mi na tyle, że czasem uskuteczniam tą recepturę w domu (na Gran Canarii jest plantacja kawy, zatem prawie codzienna kawa zakupiona w pobliskim punkcie gastronomicznym, musiała być zaliczona!). 


    Na Gran Canarii jest dużo kóz, a zatem i śmierdzących kozich serów. Te z ciemną skórką dla mnie były niezjadliwe, wersja biała z kanaryjskimi pomidorkami - super!  



    Paella - powszechne, hiszpańskie danie z ryżem i owocami morza. Podawana zazwyczaj jest na patelni, ale ta zakupiona została w jednym z miejscowych baro-restauracji (nie wiem jak to nazwać, bo na restauracje było to miejsce za mało wytworne, ekskluzywne? a na bar za bardzo restauracyjne :)). Owoców morza nie lubię, więc posłużę się opinią koleżanki: ''Jest poprawna''. 


    Omlet z hiszpańskim chorizo. Pyszotka! 




    Lokalne alkohole: piwo Tropical w wersji cytrynowej na plus, zaś ten zwykły, chmielowy taki sobie. Wina oczywiście wyborne, dość mało pokosztowałam, ale nie trafiłam na żadne niesmaczne. Na końcu specjały z kanaryjskiej wytwórni rumu i likierów. Mocne, ale smaczne! Gdzieś tam z tyłu na ostatnim zdjęciu wyłania się wino z lemoniadą - często kupowane przez turystów, choć jest to jedno z najtańszych wyrobów alkoholowych na Wyspach:







    poniedziałek, 19 grudnia 2016

    Orkiszanka z melasą, bananem i orzechami

    Owsianki, jaglanki, gryczanki, to i orkiszankę trzeba trochę rozsławić. Taka szybka, poranna inspiracja na śniadanie:
    - kaszę orkiszową ugotuj wieczorem, aby rano się już tym nie zajmować
    - rano do garnka wlej szklankę mleka (2% tł.)
    - dodaj kaszę orkiszową i doprowadź do zagotowania
    - dodaj łyżkę kaszy manny (celem zagęszczenia orkiszanki), co chwilę mieszaj potrawę
    - jeżeli konsystencja jest już odpowiednio gęsta, wyłącz ogień, posłódź orkiszankę melasą (ja użyłam 1 łyżki melasy z morwy białej, która dodaje fajnego, karmelowego posmaku. Melasa sama w sobie nie jest wybitnie pyszna, bo jest bardzo słodka i czuć w niej silny smak czegoś prażonego, ale w połączeniu z naleśnikami, jogurtem i innymi produktami podkręca ich smak i aromat. Warto po nią sięgać, gdyż to taki produkt ''odpadkowy'', który zawiera sporo składników mineralnych, przede wszystkim: wapń, żelazo, potas, magnez, chrom, selen + trochę aminokwasów. Melasa wykazuje właściwości redukujące poziom cholesterolu i obniżające ciśnienie krwi.
    - pokrój banana - część ułóż na spodzie miski, a pozostałość na wierzchu
    - posyp całość płatkami migdałowymi i orzechami włoskimi (po 15 g). 



    piątek, 16 grudnia 2016

    Tempeh w sosie pomidorowo-pomarańczowym

      To jest to na co czekałam od kilku miesięcy! Przepyszny, rozgrzewający, nieco mniej rutynowy niż ostatnimi czasy - obiad. Ostatnie tygodnie minęły mi na ciągłej przeplatance między studiami, a pracą (między te absorbujące zajęcia wplątałam spotkania z najbliższymi i  wyjazd na urocze Wyspy Kanaryjskie, o których post pojawi się w przeciągu najbliższych dni). 
      Co wykańcza bardziej? Studia. Nie ma w nich spójności, wszystkie zajęcia są porozrzucane. III rok miał być lżejszy, miało być mniej zajęć, miał być czas na pisanie pracy dyplomowej, miał być spokój, ale NIE MA! Jest za to mnóstwo projektów i zajęć, brak przepływu informacji i z mojej strony lekka nieogarniętość. Pisania pracy nie zaczęłam i nie zacznę w przeciągu najbliższego czasu, bo nie mam kiedy. Trzeba trochę podgonić, zrobić projekty, przygotowywać się do sesji, pomóc rodzinie w organizacji Świąt, w końcu porządnie posprzątać (tak, nawet nie pamiętam kiedy ostatnio posprzątałam w szafie, za szafą, pod dywanem, i tak dalej). Moje ''kucharzenie'' ograniczało się do tego, żeby ugotować kaszę, warzywa i polać to olejem lnianym. Czasem zaszalałam i zrobiłam kotleciki z fasoli, a tak to liczyłam na dobre serce mamy, która się nade mną zlituje i ugotuje czasem jakąś zupkę lub upichci bitki z kaszą gryczaną. 
      Cieszę się strasznie, że mogę w końcu usiąść, obejrzeć film, przeczytać thriller, ugotować pyszny obiad (zaraz biorę się za piernik :)) i napisać w końcu post na bloga. Tego mi trzeba było. Wyrzuciłam z siebie już to, co tak bardzo mi ciążyło, więc przejdę do meritum: 

    Upolowałam w sklepie promocję na tempeh wędzony, którego jeszcze nigdy nie jadłam, więc zachwycona włożyłam kostkę do koszyka i tak o to wynalazłam swój nowy, ulubiony produkt sojowy. Tempeh, to nic innego jak sfermentowane ziarna soi (fermentacja odbywa się dzięki grzybkowi z rodzaju Rhizopus oligosporus), które w przypadku tego produktu zostały poddane procesowi wędzenia. Tempeh jest naturalnym źródłem aminokwasów egzogennych (zawiera 19% białka), kwasów tłuszczowych (w tym omega-3), witamin z grupy B (najwięcej w nim kwasu foliowego i wit. B3), minerałów: żelaza, potasu, wapnia i sojowych izoflawonów o właściwościach m.in ochraniających komórki, regulujących poziom trójglicerydów we krwi czy obniżających ryzyko wystąpienia chorób układu krążenia  Dzięki fermentacji ziarna soi stają się łatwostrawne i wykazują pozytywny wpływ na mikroflorę jelitową. 




    Składniki na 1 porcję: 
    - 200 g pomidorów z puszki (produkty w puszkach nie są najlepszym rozwiązaniem ze względu na toksyczne substancje w nich zawarte tj. BPA, ale zimą ciężko znaleźć smaczne pomidory, więc wybranie od czasu do czasu wersji puszkowanej warzyw nie powinno stanowić zagrożenia życia :)). 
    - sok wyciśnięty z połowy pomarańczy
    - 1/2 czerwonej cebuli (ok. 40 g)
    - ryż (ja użyłam ryżu białego, ale polecam pełnoziarnisty) - ilość wedle uznania (na zdjęciu jest 60 g)
    - przyprawy: 1/3 łyżeczki czosnku suszonego, 1/2 łyżeczki przyprawy curry, kilka kropel sosu tabasco i szczypta pieprzu cayenne (można pominąć użycie tabasco)
    - 1 łyżka oleju do podsmażenia cebulki (użyłam kokosowego)
    - tempeh wędzony 100 g
    - woda - opcjonalnie, w zależności od tego jak gęsta będzie potrawa

    Przygotowanie:
    - ugotować ryż, a w międzyczasie:
    - pokroić cebulkę w kosteczkę i podsmażyć na rozgrzanym oleju (ok. 3-5 min.)
    - dodać pomidory i wyciśnięty sok z pomarańczy. Dusić pod przykryciem 10 minut co chwilkę mieszając i rozdrabniając pomidory. 
    - dodać pokrojony w kostkę tempeh i przyprawy, dodać trochę przegotowanej wody jeżeli sos jest z byt gęsty, wymieszać. Dusić jeszcze 8 minut. 
    - spróbować potrawy, ewentualnie dolać wody, doprawić, poddusić jeszcze 2 minuty i zdjąć z ognia.
    - ułożyć sos na ryżu



    Nie dodawałam soli, ani do gotowania ryżu, ani do potrawy (sól była jedynie w tempehu), a smak okazał się bardzo intensywny. Kapsaicyna z sosu tabasco i pieprzu cayenne zniwelowały dokuczający mi od kilku dni ból gardła. Same plusy. Przygotowanie sosu nie zajmuje dużo czasu, a smak jest wyśmienity - można zamiast tempehu użyć mięsa i też będzie super :)


    piątek, 2 grudnia 2016

    Ciasto dyniowo-marchewkowe


    Znowu wypiek bez sacharozy, pyszny i aromatyczny. Zapach podczas pieczenia zwala z nóg :) Ciasto jest wilgotne w środku, dlatego warto po wyjęciu z piekarnika odczekać minimum 30 minut, żeby nie kroić ''na gorąco'', gdyż się rozpadnie. 


    Składniki na blaszkę:
    - 1 marchew
    - 200 g dyni
    - 1 jajko
    - 4 łyżki jogurtu naturalnego
    - 1/3 szklanki mąki gryczanej
    - 2/3 szklanki mąki pełnoziarnistej lub żytniej
    - 1/3 łyżeczki cynamonu
    - kilka kropel ekstraktu waniliowego
    - 1 czubata łyżeczka kakao
    - płaska łyżeczka sody oczyszczonej
    - garść żurawiny, łyżka sezamu, kilka kostek gorzkiej czekolady 
    - 2 łyżki miodu 
    - 2 łyżki oleju kokosowego
    - 6 łyżek erytrolu

    Przygotowanie:
    Jako, że jestem osobą nie lubiącą utrudniania sobie życia - szczególnie podczas gotowania, przepis będzie polegał na samych prostych czynnościach:
    - Obrać dynię i marchew, umyć i zetrzeć na tarce na drobnych oczkach lub zmiksować w robocie kuchennym.
    - Do masy warzywnej dodać wszystkie składniki z wyjątkiem odrobiny żurawiny, sezamu i czekolady (tymi składnikami należy posypać wierzch ciasta). Całość wymieszać. 
    - Posiekać czekoladę na drobniejsze kawałki, wlać masę do formy, na wierzchu położyć żurawinę, czekoladę i sezam.
    - Piec 45-50 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.