czwartek, 1 września 2016

Sklepowe ciasta - jak wybrać mniejsze zło?

Kiedy moja świadomość dotycząca jakości produktów, które są w sklepach wzrastała, miałam problem ze spożywaniem 80 % żywności dostępnej w każdym markecie. Wszędzie doszukałam się syfu, którego nie chciałam jeść. Zaczęło przeradzać się to w obsesję, eliminowałam coraz więcej produktów, a za tym szło ograniczenie spożywania kalorii do naprawdę niewielkich wartości. Wyniszczyłam organizm, chyba nie muszę mówić, że byłam wyssanym życia wrakiem człowieka, który po powrocie do domu był w stanie tylko leżeć i spać. Osłabiona odporność, brak sił, problemy z koncentracją, takie były pierwsze efekty niedoborów witaminowych. Zresztą, to nie post o moich perypetiach, ale o tym, że jeżeli wszystko robimy z umiarem, nie grozi to żadnymi nieprzyjemnościami. Wiadomo, że w sklepach jest żywność mniej lub bardziej napakowana chemią, musimy po prostu nauczyć się drogą eliminacji wybierać nieco wartościowsze produkty - czyli ''mniejsze zło''. W tym poście pokażę Wam 2 sklepowe ciasta o 2 różnych składach. Jedno z nich mogłabym polecić z czystym sumieniem do kawy - oczywiście wtedy, kiedy nie macie czasu zrobić swojego domowego ciacha :). Drugie ma ewidentnie gorszy skład i jeżeli decydujecie się na jedzenie takich masowych ciast z dużych marketów, polecam robić to sporadycznie.

1) Ciasto orzechowe miodowe




Ciasto orzechowe miodowe - nazwa brzmi zachęcająco, ten dodatek zdrowego  miodu i orzechów kusi. Z pozoru można pomyśleć, że dzięki tym składnikom wybieramy to ''mniejsze zło'', ale tak nie jest, spójrzcie tylko na listę składników - sprawia wrażenie jakby nie miała końca, jestem pod wrażeniem, że do jednego ciasta można napakować tyle chemii! 
  • Listę rozpoczyna mąka pszenna - no okej, wypieki dostępne w sklepach zazwyczaj są na bazie białej mąki, jeżeli decydujemy się na domowe rarytasy dopiero wtedy mamy możliwość zmodyfikowania ciasta i skorzystania z pełnoziarnistej alternatywy.
  • Następną pozycję zajmuje cukier - tak zwana ''biała śmierć'. Nie oszukujmy się, że ciasta nam smakują dlatego, że są słodkie - taka jest ich rola, więc o ile sporadycznie jecie sklepowe wypieki, to nie powinniście odczuć żadnych rażących skutków, ale do ciacha postanowiono dodać kolejną porcję słodyczy - miód w proszku (czy naturalnie w przyrodzie występuje miód w proszku? Przerasta mnie ten nowo powstały zwyczaj przerabiania wszystkiego w proch, ale nie znalazłam informacji o szkodliwości takiego miodu, gdyż uzyskiwany on jest metodą suszenia, co pozwala zachować większość substancji odżywczych, które i tak zostaną stracone podczas obróbki termicznej). 
  • Dalej widzimy syrop glukozowy. Dostarczając organizmowi regularnie takich bomb cukrowych, fundujemy sobie: podwyższony poziom cholesterolu, otyłość, zwiększamy ryzyko zachorowalności na cukrzycę, nowotwory, nadciśnienie.
  • Kolejno na liście znajduje się: tłuszcz w proszku, składający się z rafinowanego oleju palmowego, znowu syropu glukozowego (cukier w tłuszczu? Ciekawe!) i kazeinianu, będącego bezpiecznym stabilizatorem. Chyba, że jest to kazeinian sodu, o czym producent nas nie poinformował, sprzyjający nadciśnieniu. Rafinacja oleju palmowego sprawia, że jest on całkowicie oczyszczonym, zbędnym produktem bez cennych wartości, dostarcza nam nasyconych kwasów tłuszczowych, których nadmiar oprócz podwyższenia frakcji LDL cholesterolu, może prowadzić do miażdżycy. 
  • Kolejno serwatka w proszku i gluten pszenny (alergen - osoby bez nietolerancji mogą go spożywać) - są to składniki względnie nieinwazyjne.
  • Następnie widzimy E450 (difosforany) i E500 (węglan sodu) są to substancje spulchniające, które jedynie spożywane w nadmiarze mogą uszkadzać nerki i zaburzać wchłanianie niektórych pierwiastków. E1414 czyli skrobia modyfikowana (acetylowany fosforan diskrobiowy), w tym przypadku słowo ''modyfikowana'' oznacza sposób produkcji, a nie pochodzenie z upraw genetycznie modyfikowanych. Składnik bezpieczny. Kolejno olej rzepakowy (składnik bezpieczny), emulgatory: E475 (estry kwasów tłuszczowych) i E471(mono i diglicerydy kw. tłuszczowych) - substancje bezpieczne w dawce do 25 mg/kg, masy ciałą, metabolizowane przez organizm w sposób podobny do prawdziwych tłuszczów. Jednak są to zbędne w diecie syntetyki. Substancje zagęszczające: E412 (guma guar) - jest substancją naturalną, pochodzi z roślinCyamopsis tetragonolobus L, w wysokich dawkach może powodować wzdęcia i E415 (guma ksantanowa) - nieszkodliwa, lecz w dużych dawkach może powodować zatrucia pokarmowe, nie jest trawiona i wchłaniania przez układ pokarmowy, pozytywną właściwością gumy jest fakt, że utrudnia wchłanianie cholesterolu. Aromat - nie wiadomo jaki - syntetyczny, naturalny, waniliowy, orzechowy? Po co podawać konkrety? :) Tak czy owak składnik bezpieczny. E551 (krzemionka) jako substancja przeciwzbrylająca - składnik obojętny dla organizmu. Teraz dzienna porcja barwników tj. E150C, E160A, pierwszy z nich to karmel amoniakalny - ten sam co w coli, ciemnych bułkach, ciastkach, herbatnikach, czekoladach. Substancje uboczne powstające z jego rozkładu mogą powodować alergie, nadpobudliwość, obniżenie odporności, problemy z wątrobą, żołądkiem. Drugi z nich to karoteny - naturalny, nieszkodliwy barwnik, ale jako iż jest źródłem witaminy A, to tak jak w przypadku jej przedawkowania, zbyt wysokie spożycie E160a może spowodować zatrucie. 
  • Teraz pojawia się sól-konserwant, bo czemu nie? Jakby mało było tych wszystkich E! Zupełnie niepotrzebny składnik w tymże składzie! Zresztą jak 1/2 produktów. 
  • Śmietana i zgodnie z rozporządzeniem w nawiasie podany alergen - mleko - do śmietany się nie przyczepiam. Jest tłusta, ale przynajmniej naturalna. 
  • Troszkę stabilizatorów: znowu wspaniały cukier, dekstroza, maltodekstryna, wcześniej wspomniana skrobia z ziemniaków, żelatyna wieprzowa - do 2 ostatnich się nie przyczepię, ale po co znowu producent dodał kolejną dawkę cukrów prostych? Ich nadmiar może powodować podniesienie ciśnienia, zmiany nastrojów, depresję, przyczynia się do chorób układu nerwowego, cukrzycy i chorób serca. 
  • Serwatka w proszku - nieszkodliwa, znowu jakiś tam niezweryfikowany aromat i w końcu orzechy włoskie! Nawet nie wiadomo ile % tych orzeszków, pewnie jakieś śladowe ilości. Następnie czekolada deserowa, znowu cukiermiazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, lecytyny (z soi) - pytanie czy są to lecytyny z soi modyfikowanej genetycznie? Jeżeli tak, to ich nadmierne spożycie może powodować biegunkę, nudności, dezorientację, kolejno E476 (polirycynooleinian poliglicerolu) - istnieje podejrzenie, że składnik ten, kiedy spożywany jest w nadmiarze odkłada się w wątrobie i nerkach, w badaniach na zwierzętach powodował powiększenie tychże narządów. Na końcu znowu niezweryfikowany aromat.  
Uff, dobrnęłam do końca tego składu. Jak wspomniałam - jestem w szoku, że tyle chemii się tam zmieściło. Zdecydowanie powinniśmy unikać masowych wypieków produkowanych dla centrów handlowych. Producent nie podał nawet tabeli z wartościami odżywczymi, nie wiemy ile cukru znalazło się w 100 g ciasta, ale myślę, że nie mało! Podsumowując; skład produktu jest po prostu tragiczny, 50 % dodatków jest zbędna, ale mogę się mylić, nie jestem technologiem żywności - jeżeli jest na sali technolog, proszę o opinię i może jakieś słowo obrony dla tego apetycznego ciasta? :)

2) Strucla owocowa








  • Listę rozpoczyna mąka pszenna - czyli nic dziwnego, cukierniczy standard. Jeszcze daleko do czasów, w których zamienniki pełnoziarniste będą królowały na sklepowych pułkach. 
  • Nadzienie owocowe 35,2 % (przecier jabłkowy, owoce z czarnej porzeczki, skrobia modyfikowana, cukier, przecier aroniowy, wiśniowy, pektyny - substancja żelująca, kwas cytrynowy jako regulator kwasowości i aromat) - nie ma syropu glukozowego, nie ma innych cukrów prostych, jest tylko dodatek czystej sacharozy, a do tego stosunkowo duża zawartość przecierów owocowych, a nie syntetycznych zamienników. Przynajmniej mamy tu jakieś źródło witamin. Pektyna jest jedną z frakcji błonnika rozpuszczalnego, pęcznieje w żołądku dając uczucie sytości, wykazuje działanie zapierające i przeciwnowotworowe. Nie bójcie się pektyn :). Kwas cytrynowy w postaci naturalnej jest bezpieczny. 
  • Kolejno znowu cukier - wymieniony wcześniej był składnikiem samej masy owocowej, a ten tutaj, to składnik ciasta. Nie jest to post o ''białych zabójcach'', więc wspomnę tu tylko, że dobrze, że nie ma syropu glukozowego. 
  • Olej rzepakowy -  do naturalnych produktów się nie przyczepiam
  • I na końcu nieinwazyjne: masa jajowa, serwatka w proszku, masło, drożdże, sól, karoteny, aromat.

Sami widzicie jaka przepaść jest między tymi ciastami. Skład drugiego jest minimalnie skrócony, producent nie pchał do niego niepotrzebnych zapychaczy. Ponadto pokazana jest tabela wartości odżywczych, co pozwala skontrolować ilość zjadanych kalorii, białka, tłuszczów czy węgli. Całokształt na plus.

Czytajcie etykiety, bądźcie czujni i eliminujcie bezwartościowe produkty! :)

2 komentarze:

  1. Przydatna wiedza! Drukuję i wkładam w notes podręczny.Zawsze mam dylemat. Chcę kupić ciasto,patrzę na skład i nie mam pojęcia co i jak i rezygnuję :)

    OdpowiedzUsuń